piątek, 29 lipca 2011

Ulubione dzwięki z głośnika

Pomimo paskudnej pogody brrr ogólnego zniechęcenia życzę miłego dnia :) w końcu to piątek weekendu początek, niestety zapowiadają deszcz na najbliższe dni, ale czy trochę kapiącej wody z nieba może popsuć te chwile odpoczynku i oderwania się od tygodniowych obowiązków :)

czwartek, 28 lipca 2011

Ulubione dzwięki z głośnika

Can you see this light between us
So come a little bit closer now
It’s in OUR EYES
You and me, we’re just believers
Believing what we hold


wtorek, 26 lipca 2011

Ulubione dzwięki z głośnika

Draw me a picture
Draw it in color
Cause I wanna see my life through
Someone else's eyes

Garderoba :)

Są dni kiedy wstaję, myje ząbki, otwieram szafę wyjmuję ubrania, zamykam szafę, ubieram się i mykam do pracy... ale są też dni kiedy otwieram szafę i myślę sobie hmm oki no to dziś ta szara sukienka, po czym wyjmuję ją a ona cała pognieciona, bo nie powiesiłam na wieszak, bo nie było wieszaka, bo.. bo..no dobra no to niech będzie ta czarna, co prawda trochę mi to psuję moje wcześniejsze plany założenia czarnej marynarki i wybory czarnej torebki, ale marynarkę wezmę szarą, a torebkę się przepakuje :) tak więc zabieram się do szukania tej sukienki no, ale nie ma jej, no po prostu nie ma, na żadnej z półek, normalnie zgroza..stoję już z 20 minut i nie wiem co założyć, bo plan po przebudzeniu wyglądał inaczej, miała być szara kiecka... końcem końców w takie dni zakładam coś co leży po za obszarem szafy, a gdy patrzę na zegarek, a to już ostro po 10 to już nawet dodatki i ostateczna wersja ubiory się nie liczy. Do niedawna mój pokój miał zaledwie 10 metrów kwadratowych, podstawowe meble jak łózko, szafa, biurko, regał i wąskie przejście przez środek. W momencie gdy się przeprowadzałam  do 16 metrów kwadratowych, czułam nie ograniczone możliwości :) Marzeniem była duża szafa, no i taka była może przez pierwsze pół roku. Teraz wydaję mi się dużo, dużo za mała :) Nie mogę nic znaleźć, nawet jak posprzątam, poukładam to jakoś tak tego nie widzę, no jakoś tak za ciasno, za gęsto. Normalnie ile by człowiek nie miał wolnego miejsca zawsze czymś to zapcha ;) A ja jak każda kobieta uwielbiam kupować ciuszki, ale ciuszków przybywa, a szafa się nie rozrasta niestety. Eh no ja po prostu potrzebuje garderobę, choć to nieodparte pragnienie posiadania nie zliczonej ilości półeczek, szafeczek, szufladek, wieszaczków pozostanie tylko w sferze marzeń (no chyba że się przekuję do sąsiada :)) to jednak nie przestanę marzyć, że pewnego dni, kiedyś tam, być może....  hmm np taka jaką miała Carrie w Sex w wielkim.. albo taką z reklamy piwa :)




     

poniedziałek, 25 lipca 2011

Ulubione dzwięki z głośnika

Jej od wczoraj słucham w kółko, prześladują mnie te dźwięki, nawet przy nich wczoraj ćwiczyłam, bioderka się kręcą, ósemki same się robią :)

niedziela, 24 lipca 2011

Koty

To jaki człowiek odnosi się do zwierząt, bardzo wiele mówi o jego charakterze. Ja bardzo lubię koty, a psów się boję. Ale nie o traumach chciałam pisać, ale o mojej kolejne słabości. Jak byłam młodsza na podwórku wołali na mnie kocia mama heh bo prócz zajmowania się swoimi kotami, podkarmiałam i bawiłam się z kotami sąsiadów. Uwielbiam w kotach ich indywidualizm, pomimo, że wszystkie mają podobne zachowania to jednak każdy z nich ma swój charakterek :) To że są takie swobodne, niezależne, zawsze mają swoje zajęcia. Myślę, że tak naprawdę nie potrzebują człowieka, ale robią wyjątki i pozwalają się sobą opiekować. Są bardzo inteligentne i cwane, ale też przekupne i potrafią być na maksa złośliwe. A jak już mówimy o tej złośliwości to zawsze na myśl przychodzi mi kot Simona.  Swoją droga to tylko w Polsce nie dzieją się takie cuda. Twórca kota Simona musiał do pracy nauczyć się programu graficznego. Stworzył Simona inspirując się swoimi kotami, a teraz zarabia na swoim pomyśle i jest sławny. Eh tylko pozazdrościć. A wracając do moich futrzaków :)
ŚWIREK – maksymalnie szalony kot złośliwy, nieposłuszny, meczący,czasami upierdliwy, wiecznie niedopieszczony. Zwiedził dom każdego z sąsiadów, łazi po całej dzielnicy, przychodzi wciąż poturbowany, jest chyba ulubionym ‘pacjentem’ pobliskiego weterynarza, dla chrupek zrobi wszystko, straszna z niego gaduła non stop coś tam pomiaukuję, i jak na sporego 6 kilowego kocura i tak jest bardzo tchórzliwy, latem znosi mi do domu upolowane ptaki albo żywe żaby. Ale mimo to ja zapominam o tych wszystkich nie fajnych rzeczach gdy widzę jak śpi, jak jest rozanielony i pocieszny, patrzy mi w oczy i mruczy. 






CIAPKA – imię idealnie dobrane do charakteru, straszny tchórz i fajtłapa, chociaż teraz już mniej się boi gdy suszę włosy :). Wydaję mi się, że zamiast kręgosłupa ma strunę grzbietową, co będzie widoczne na większości zdjęć. Od niedawna miauczy, ale wychodzi jej to strasznie dziwnie jakby ktoś ją krzywdził ;).
Jak była mała była taka szczuplutka, a teraz taka kluska, tłuszczyk przelew jej się z prawa na lewo.

                                             Ciapka 4- miesięczna i 5- letnia

                                               Struna grzbietowa :)


                                            Pierwszy śnieg

                                           Kluska :)

Moja ogromna słabość do kotów odzwierciedla się również we wszelkich rzeczach z ich wizerunkiem. Także w biżuterii :) Wszystko dostępne na sklepie www.artfox.pl








        

Ulubione dzwięki z głośnika

Niedzielne popołudnie, a ja dopiero co wstałam. A co tam w ten jeden dzień można tak bezkarnie, pogrzeszyć nic nie robiąc wokół siebie ;) hmm niedzielne dźwięki z mojego głośnika ...

piątek, 22 lipca 2011

Ulubione dzwięki z głośnika

I'm waiting in the dark
I thought that you'd be here by now
There's nothing but the rain
No footsteps on the ground
I'm listening but there's no sound
... Trying to figure out this life
Wont you take me by the hand
Take me somewhere new...


czwartek, 21 lipca 2011

poniedziałek, 18 lipca 2011

Kuchnia pełna niespodzianek – Penne z kurczakiem, brukselką i kalafiorem w sosie serowym

Ten przepis to tak naprawdę nic specjalnego, wszystko ugotowane, pokrojone i polane sosem :). Bo tak konkretnie to chciałabym wam napisać o parowarze Tefala, który kupiłam rok temu. Po tym czasie użytkowania stwierdzam, że był to bardzo dobry zakup. Jest to przede wszystkim propozycja dla osób zabieganych, które nie mają czasu na długie pichcenie, a lubią zjeść coś na ciepło i zdrowo. Bez soli i tłuszczu jedynie zioła. Jest to także oszczędne gotowanie, mięso, ryby, makaron, warzywa, owoce wszystko gotuje się w tym samym czasie zazwyczaj nie dłużej niż 25min. Wszystko zachowuje swój zapach i smak nic się nie miesza. Nie wspomnę już o wartościach odżywczych. Polecam osobą na diecie, osobą, które chcą schudnąć. Wracając do mojego penne. Do jednego koszyczka wrzucam 3,4 różyczki kalafiora i z 5 brukselek, w drugi koszyczek wsadzam specjalny pojemnik zalewam go wodą i wrzucam małą garść makaronu (najbardziej lubię pełnoziarnisty), na górnej części parowaru układam pierś kurczaka pokrojoną w kostkę. Wszystko gotuje maksymalnie 25min. W między czasie przygotowuję sos, przyznaję się, że kupuję gotowy, sos serowy knorra. Sama przez jakiś czas przygotowywałam sos, jednak zależało mi na ograniczeniu kalorii, tak więc wygrał proszek z torebki. A smakowo bardzo mi odpowiada. Tak ogólnie do parowaru można wrzucić wszystko :) Ja również bardzo często przygotowuję rybę, z ryżem i warzywami, a na deser gruszki i jabłka w cynamonie. Także wszystko zależy od inwencji kucharza ;) Poniżej zdjęcie parowaru oraz mojego penne :)




Ulubione dzwięki z głośnika

Dziś dla odmiany nie obudził mnie zły sen, ani koty ani nawet mama, która wpada do pokoju jak burza i mimo, że mam jeszcze na maksa 'poklejone' oczy pyta mnie jak wygląda. Obudził mnie hałas za oknem a dokładanie ekipa pomarańczowych kamizelek z kosiarkami. No nie wiem co ich wzięło, że koszą te trawniki nie było jeszcze tak źle, maczeta nie była potrzebna. Ale wydaje mi się, że to wszystko z tej okazji, że maja wreszcie puścić te 'nowe' tramwaje na naszej linii. No zobaczymy czy się doczekamy. Tak więc kolejny poniedziałek, a jak wam minął weekend, bo ja już dawno tak nie leniuchowałam, nawet gotować mi się nie chciało, tylko pognić pod kołdrą. No ale trzeba zebrać siły na kolejny tydzień, a zapowiada się bardzo pracowicie, karteczka rzeczy do zrobienia jest tym razem bardzo długa. No dobrze pora na jakieś dźwięki :)
A co tam, tak od poniedziałku rozruszajmy bioderka :) Ra -ta-ta !     

niedziela, 17 lipca 2011

Kuchnia moich marzeń

Jakoś nigdy nie myślałam o urządzaniu kuchni, i pewnie minie jeszcze sporo czasu, gdy tak na poważnie o tym pomyślę. Tak się złożyło, że zarówno moja siostra jak i przyjaciółka są właśnie na etapie poszukiwań kuchni idealnej. Kasi marzy się kuchnia w stylu vintage, a Hania jeszcze zmienia swoje wizje, ale pewnie już niedługo usłyszę, a raczej zwizualizuję sobie jej kuchnie marzeń. Tak słuchając ich opowieści, o półkach, frontach, kolorach, sprzętach itp. Sama zaczęłam się zastanawiać, co ja bym wybrała, jaki styl, kolor, układ. Na pewno była by to kuchnia bardziej nowoczesna o prostych liniach. Takie kuchnie futurystyczne, bardzo odjechane w kształtach i układach, w ostrych kolorach są fajne na zdjęciach, ale ja chyba jestem zbyt tradycyjna i praktyczna na takie coś. Kuchnia ma wyglądać jak, kuchnia i ma spełniać swoje zadania. Gdybym miała możliwość, chciałabym mieć wyspę albo barek z hakerami. Przede wszystkich jak największa ilość, a raczej długość blatów, uwielbiam gotować i muszę mieć przestrzeń i miejsce, żeby wszystko sobie porozkładać. Co do frontów, to raczej wybrałabym jakieś ciemne drewno, a całość kuchni w jakiś jasnych barwach. Żeby było czysto i przestrzennie bez jakiś szaleństw. Co jeszcze, na pewno dobre oświetlenie w wielu miejscach. Wszelkie sprzęty kuchenne zabudowane. Podłoga na pewno jasna, heh taka mobilizująca do sprzątania ;) W kuchni nie odczuwam potrzeby, używania jakiś zbędnych elementów dekoracyjnych. Na pewno nie chciałbym mieć firanek, i jakiś innych dupereli zawieszonych na ścianach. Kafelki przy kuchni i zlewie, myślę że jakieś jasne, gładkie ale nie białe, żeby nie było jakoś szpitalnie. Może erci, kremowe, beż. Co do zlewu to jak największy :) jak już biorę się za gotowanie, to wyjmuję masę naczyń. Oj naoglądałam się dziś zdjęć urządzonych kuchni, poniżej kilka takich, które mnie by poniekąd odpowiadały.         






piątek, 15 lipca 2011

Ulubione dzwięki z głośnika

Witajcie :) Jak się spało ? :) Ja miałam dziś dziwne sny. Między innymi  śniło mi się, że przyjechała do nas moja kuzynka, która zajmuje się stylizacja paznokci, i nakleiła mi tipsy. Ale nie jakieś takie zwyczajne, tylko taki grube jakby z kamienia szlifowanego i nie mogłam ich oderwać. Ręce mi zdtrętwiały, wpadłam w panikę, i w tym momencie zadzwonił budzik :) Wiem, wiem niezbyt ciekawy sen, ale przynajmniej wiem czemu mi się śnił. Ostatnio intensywnie myślę o nowej kolekcji biżuterii. Już jutro sesja zdjęciowa i faktycznie jutro będę mieć przyklejane tipsy :) Niby nic nadzwyczajnego, ale swoje własne paznokcie od 3,4 lat ścinam na króciutko, równo z opuszkami, wolę nie ryzykować w pracy z dłuższymi. A wracając do sesji, żadna ze mnie modelka, ale lubię stać, pozować przed obiektywem. Zawsze mam dokładne wizje tego, jak chce aby zdjęcie wyglądało, heh trochę trudniej wytłumaczyć to osobie, która wykonuje zdjęcie :) Aniu posłodzę ci dziś trochę ;) to dzięki tobie polubiłam siebie na zdjęciach. Wcześniej jakoś nie mogłam na siebie patrzeć, a wystarczy że ktoś inny, ktos kto widzi i podpowie jak się ustawić, i od razu na zdjęciach wychodzi się korzystniej :) A teraz dźwięki, jest piątek a więc ... Dum'Dum'Dum Dum'Dum'Dum'Dum'Dum'Dum Dum'Dum'Dum
Doo'up Doo'up Doo'up Doo'up Doo'up Doo'up
I got you in my heart, I got you in my head
Let's make a rendezvous


           

Kuchnia pełna niespodzianek - Muffinki śniadaniowe

Nie wiem jak na was działa pichcenie, ale mnie odpręża i naładowuje jakąś pozytywną energią, bo wśród tak niewielu rzeczy pewnych, pewne jest to, że jak dobrze dobiorę i zmieszam składniki ugotuje czy upiekę, wyjdzie coś pysznego, a nawet jeśli nie uda się do końca za pierwszym razem, to przy kolejnej próbie ulepszę przepis :) ... Nie dawno oglądałam film Julia&Julia polecam, fajna obsada i cały pomysł. Film opowiada o kobiecie, która wyznacza sobie termin na wypróbowanie wszystkich przepisów ze znanej książki kucharskiej i opisuje jak jej wyszło na blogu :) Też bym tak chciała, ale tyle czasu to nie mam. Jednak na muffinki zawsze go znajdę :) Muffinki śniadaniowe z marchewką, morelami, słonecznikiem i sezamem. Śniadaniowe, bo bardzo pożywne, zawierają dużo błonnika i wartości odżywczych. Jedna muffinka zawiera około 240kalorii. Ja uwielbiam je jak są jeszcze gorące :) Piekę je głównie dla siostry, bo jeśli chodzi o moje śniadania to jestem już od kilku lat totalnie uzależniona od musli z żurawiną :)

Muffinki śniadaniowe:   

2/3  szklanki łuskanego słonecznika
2 łyżki sezamu
1 ¾ szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
½ łyżeczki soli
¾ łyżeczki cynamonu
¾ łyżeczki mielonego kardamonu
¾ łyżeczki imbiru
1 szklanka maślanki
½ szklanki brązowego cukru
¼ szklanki oliwy z oliwek
1 jajko
4  starte marchewki
szklanka suszonych moreli, drobno posiekanych

Słonecznik prażymy w piekarniku około 10 min
Najprościej przygotować sobie 3 większe miski :)
Miska 1 – mąka, proszek, soda, sól, cynamon, kardamon, imbir – wymieszać
Miska 2 – maślanka, cukier, oliwa, jajko – utrzeć, aż cukier się rozpuści
Miska 3 – marchewka, słonecznik, sezam – wymieszać
Zmieszać miska 1 plus miska 2 na jednolita masę, dodać miskę 3
Nałożyć ciasto do papilotek, ja nakładam do pełna, żeby urosły duże :)
Piekarnik wcześniej rozgrzany 190 stopni
Piec około 30 minut


środa, 13 lipca 2011

Ulubione dzwięki z głośnika

Poranna moc dźwięków :) Oj marzy mi się już urlop. Plaża, słonko, opalanie, nic nie robienie. Nowy strój kąpielowy już jest, kremiki z filtrami również, a więc można planować i jechać. Denerwuję mnie ta nasza zmienna pogoda i kiszenie się cały czas w pracy. Zdecydowanie już czas na odpoczynek. :)

Follow me, follow me yeah let's go
To the sand, to the sand, the purest sand
Into the sea, into the sea yeah let's go

wtorek, 12 lipca 2011

Baldachim

Gdy przeglądam zdjęcia wnętrz, a robię to często :) czasem natrafiam na łóżka z baldachimem i zawsze sobie cichutko wzdycham. Jak byłam mała zawsze marzyłam o taki łóżku, takim bajkowym, jak w baśniach tysiąca i jednej nocy. Nigdy się takiego nie doczekałam ze względu na brak miejsca. Ale pomarzyć można zawsze :)
Najbardziej podobają mi się takie stylizacji lekko indyjskie z prześwitującym, wzorzystym baldachimem do tego żywe kolory, świeczniki. Z kolei takie zwiewne tkaniny oplecione na metalowym rusztowaniu są sexy i nadają łóżku jakieś takiej lekkości jakby zaraz miało odlecieć. Baldachimy w stylu włoskim, gęste z ciężkich materiałów, zdobione łóżka, no nie można powiedzieć,że nie mają swojego uroku. Jednak wymagają eleganckiej stylizacji całego wnętrza, aby utrzymać jedność. No cóż ja na razie kupiłam sobie moskitierę do powieszenia, a o prawdziwym baldachimie będę nadal marzyć.